11 lipca 2015

# ETYKIETY - Bez tłuszczu


W dzisiejszej odsłonie cyklu "Dlaczego warto czytać etykiety?" wezmę pod lupę kolejne sztuczki producentów, którymi próbują zrobić Nas w balona.

Dziś na tapecie lądują:

PRODUKTY BEZ TŁUSZCZU


A głównym bohaterem będzie oczywiście Kasia, która w poprzednim odcinku już się nauczyła, że bez cukru nie zawsze znaczy zdrowo. A ona chciałaby żyć i odżywiać się zdrowo.
Znów wędruje do sklepu i lawiruje między regałami trochę zagubiona wśród ogromnej ilości produktów na półkach. Kiedy jej wzrok napotyka coś "bez cukru" to z uporem zagląda na każdą etykietę i bada wzrokiem skład.
Dociera do nabiału, łapie jogurt 0% tłuszczu, mleko 0,5% tłuszczu, odtłuszczone masło orzechowe (już wszyscy wiemy, że zdrowe!), bo przecież utwardzane tłuszcze roślinne są be i trzeba ich unikać.
Znów Kasia zadowolona sądzi. że przechytrzyła producentów, a tymczasem...  po raz kolejny dała się zwieść etykietom!

W środowisku marketingowym powstało nawet specjalne określenie - leanwashing. Jest to zabieg marketingowy, który ma za zadanie zareklamować produkt w taki sposób, żeby ten wydał się konsumentowi zdrowszy, niż jest w rzeczywistości.

Tłuszcz jest potrzebny. Nie każdy tłuszcz jest szkodliwy - o podziale na te zdrowe i niezdrowe tłuszcze z pewnością kiedyś napisze.
Tłuszcz trzeba mądrze wybierać i umiejętnie dawkować - jak w każdej dziedzinie życia najważniejszy jest złoty środek.

Co więc takiego złego jest w produktach bez tłuszczu?
  • Tłuszcz jest nośnikiem smaku. Jeżeli wyciągniemy go z jakiegoś produktu, trzeba dorzucić kilka (jeśli nie kilkanaście) innych substancji, które w jakiś sposób go zastąpią. Polepszacze smaku, czy cukier są wątpliwie zdrowszą alternatywą od tłuszczu.
  • Niektóre witaminy (A, D, E, K) są rozpuszczalne tylko w tłuszczach. Pozbywając się tłuszczu pozbywamy się tych witamin. Produkty pełnotłuste można zastąpić półtłustymi (np. zamiast mleka 3,2% wybierać 1,5%), ale wybieranie 0% tłuszczu jest zwyczajnie bez sensu.
  • Brak tłuszczu powoduje zmianę konsystencji. Nadrabiają to często substancje zagęszczające które znacznie utrudniają trawienie i wchłanianie.

W przepisach unijnych możemy znaleźć informację, że produkt niskotłuszczowy zawiera mniej niż 3g tłuszczu na 100g produku. Czyli najprościej mówiąc: poniżej 3% tłuszczu już uznawane jest jako niskotłuszczowe (niepełnotłuste).
A jak to się ma do odtłuszczonego? Produkty odtłuszczone muszą zawierać przynajmniej 25% mniej tłuszczu niż ich "klasyczna" wersja. I to by było na tyle z restrykcji od strony prawnej. Jeśli spełnią te warunki, cała reszta leży już w rękach producentów. A ci nie są w cale łaskawi dla naszego zdrowia.

Brak tłuszczu z reguły idzie w parze z wyższą zawartością węglowodanów - równowaga w przyrodzie musi zostać zachowana. Niestety nie jest to raczej bilans light. 

Jest jeszcze jedno chwytliwe hasło, które oscyluje wokół tłuszczu. Bez cholesterolu! Naprawdę? No cóż, to fantastycznie, tylko, że jeśli mowa o tłuszczach roślinnych (wyłączając z puli wszelkie mixy masła i margaryny) to cholesterolu zwyczajnie nie ma w znacznej większości tłuszczów nienasyconych. Ameryki nie odkryli tym stwierdzeniem.

Kasia patrzy na mnie jak na idiotkę, bo najpierw jej mówię, że tłuszcze są złe, a teraz krzyczę, bo stara się ich unikać. 
- To może być ten tłuszcz, czy nie? - pyta w końcu zniecierpliwiona i skołowana.
Ano może! Ważne tylko jaki! Produkty niskoprzetworzone, które zawierają jednonienasycone i wielonienasycone tłuszcze są okej! Należą się gromkie brawa takim pozycjom.
Natomiast produkty, które mają 10 czy 15 składników, w tym tłuszcze nasycone, utwardzone i wszelakie inne "trans" już nie są okej. I zrobilibyśmy sobie ogromną przysługę rezygnując z nich.

Producenci są bardzo pomysłowi. Wynajdują receptury na coraz smaczniejsze, szybsze do przyrządzenia i tańsze produkty. Kosztem naszego zdrowia niestety.
Nie dziwi mnie to, w końcu zależy im, żeby produkt sprzedać. Konsumenci mają wolność wyboru, więc od Nas zależy co kupujemy i komu nabijamy kieszeń.
Jest popyt na sztuczne, ale tanie jedzenie - jest podaż. Prosty mechanizm.
Jeśli popyt się zmieni i ludzie zaczną wybierać mniej przetworzoną, zdrowszą żywność producenci będą się musieli dopasować, żeby utrzymać się na rynku. I będzie łatwiej te zdrowe produkty znaleźć i dostać.

Kasia dostała dziś kolejną lekcję - etykiety warto czytać w każdym przypadku. Chociaż rzucić na nie okiem. Im mniej składników - tym lepiej. 
Nie można wierzyć cudownym hasłom na etykietach.
Mieć za złe producentom, że kombinują też nie bardzo. W końcu taka ich praca i za to im płacą. To jest nieunikniony efekt postępu w dziedzinie produkcji żywności. Skutek wynalezienia GMO, opracowania ulepszaczy i konserwantów.
I my też za to płacimy. chociaż w cale nie musimy!

Wciąż testujemy Disqusa, jakby coś nie działało koniecznie dajcie znać! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz